| XVIII - Pozdrowienia z Gwiazdy |
| blAga - blog Agnieszki Rezler |
| środa, 21 września 2011 | Wpisany przez Agnieszka Rezler |
|
Miałam szczęście trafić w te wakacje na Marsa. Zresztą co tam, głupi Mars się nie umywa! Mąż wywiózł nas na tydzień do Islandii, która do niedawna wydawała mi się kupą żwiru z paroma gejzerami. No dobrze, wiedziałam też, że ta nieduża wyspa w kształcie rozczapirzonej łapki to tajny mózg światowej komunikacji lotniczej, który odpalając złośliwie odpowiedni wulkan potrafi sparaliżować ruch nad całą półkulą północną. Czyli z grubsza wiedziałam o Islandii tyle co wszyscy cywilizowani Europejczycy – ponura nieobliczalna kraina, zamieszkana przez niziołki, trolle i Björk. To nie jest blog krajoznawczy, więc nie chcę Was nudzić liryką na temat islandzkiej przyrody. Po prostu tam JEDŹCIE, ten kraj nie da się opowiedzieć. Poza tym, co można napisać po tygodniu? Ale choć przyroda była główną bohaterką naszych przedwakacyjnych przygotowań, ja miałam swoje sekretne plany. Ponieważ jestem fanką północnej architektury, chciałam zobaczyć jej jak najwięcej. Ciekawiło mnie, jak mieszkają ludzie (a może jednak niziołki?), którzy w XXI wieku nie noszą nazwisk, używając patronimików (tzw. otczestwa) albo matronimików (mat… coś), utworzonych od rodzicielskiego imienia (Wikipedia Reykjavik przywitał nas kolorami jak z Legolandu i najlepszą pogodą, jakiej doświadczyliśmy w całym tegorocznym lipcu. Miasto rozlewa się wokół atlantyckiej zatoki na ogromnym, jak na islandzkie standardy, obszarze. Nic dziwnego skoro mieszka tam 99% populacji, nie wznosząc się w dodatku ponad drugie piętro. Hobbici są chudzi, wysocy i blond; jest też wersja hardcore`owa, grubsza i rudobroda. A dziewczyny bywają bardzo ładne!
Generalnie po Reykjaviku, który wygląda normalnie i europejsko (ma nawet jakiś śladowy odsetek szklanych biurowców) spodziewałam się na prowincji awangardowej architektury ze stali i spłowiałych modrzewiowych deszczułek. Jakichś Mobius-House`ów wtopionych w niesamowity krajobraz, kubicznych eksperymentów ze szkła, willi wkopanych w ziemię. I można powiedzieć, że te ostatnie znalazłam. Choć trudno je uznać za technologiczną awangardę.
Po prawej to skansen; z lewej i pośrodku – raczej nie Co do reszty, Islandczycy (nie bywalcy nocnych klubów Reykjaviku, ale ci prawdziwi, co śpią w zagrodzie z owcami) są chyba na co dzień zbyt zajęci, żeby zawracać sobie głowę architekturą. Zabudowa wzdłuż drogi ekspresowej nr 1 (jedynej – nie ma drogi nr 2) to bardziej konstrukcje wiatroodporne, niż domy. Trochę niezdrowego eternitu, trochę zardzewiałego żelaza, niezmierzone połacie zdrowego winylowego sidingu plus jakiś komin, bo trzeba grzać. Choć grzeje głównie woda; cała wyspa jest zasilana ciepłem ze źródeł geotermalnych, które gotują się pod jej powierzchnią, dając mieszkańcom furę mniej lub bardziej kontrolowanej frajdy. Skoro po drodze można zrzucić ciuchy i wskoczyć do dymiącej kałuży (najlepiej w sobotę!), po co wykładać łazienki mozaiką Sicis i montować jakieś głupie bidety? Jak do najbliższej IKEI jest 300 kilometrów, a do salonu Vitry 1800 w linii prostej, to kupowanie mebli przestaje być niedzielną rozrywką. Zresztą, trzymać je w szopie? A właśnie tak wygląda znakomita większość domów jednorodzinnych poza stolicą. Prawdziwy islandzki farmer nie ma willi. Ma wodoodporne buty, śliczną wełnianą czapeczkę, którą zrobiła mu babcia, coś z pięćset owiec, kilka dzielnych grzywiastych koników, sprawny satelitarny telefon (może być stara Nokia Jak widać, na Islandii można sobie dać spokój z architekturą
Dodaj na:
|
|
Kategoria artykułu:
blAga - blog Agnieszki Rezler
|





). Jakim trendom hołdują ci, którzy nazywają sobotę Laugardagur , czyli po prostu Dniem Kąpieli? Jakie szafki do kuchni zamawia społeczność, której narodowym daniem jest zgniły rekin, w wersji ortodoksyjnie tradycyjnej podlewany moczem? Jak żyją, skoro ich eksportowa wódka nie nazywa się Chopin czy Belvedere tylko Czarna Śmierć? Jechałam tam trochę spłoszona. Niepokoiło mnie wiele takich pytań. Czy używają łyżek? Znają krzesło i tampony? Nie jedzą małych dziewczynek? A dużych???














Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.