| XIX -Oświecenie Wikingów |
| blAga - blog Agnieszki Rezler |
| wtorek, 11 października 2011 | Wpisany przez Agnieszka Rezler |
|
Trochę zawiedziona w swoich poszukiwaniach awangardy w islandzkiej architekturze (patrz – poprzedni wpis), uparcie szukałam dalej. Bo przecież coś musi być! Grecy nawet na granicy bankructwa mają swoje niebiesko-białe krzesełka i serwetki, Anglicy swoje kraty i kwiaty, Holendrzy – szklane ściany, Niemcy – hm, co mają Niemcy…? Powiedzmy, stacje benzynowe! Zawsze jest jakiś indywidualny rys, coś co rankiem, po wyczerpującej nocy pozwala nam się zorientować, gdzie jesteśmy. Skoro Kałmucy hołubią swoje wyszywane jurty, skoro własnego stylu – jaki by on nie był – dorobili się nawet Austriacy, musi istnieć też coś, co charakteryzuje Islandczyków. W końcu to naród, który jako pierwszy na świecie powołał bezpośredni parlament! I wydaje mi się, że znalazłam. Objawienie przyszło w pizzerii – kulinarnym centrum parterowej metropolii na południu wyspy, gorąco nam poleconym przez tubylca. Wnętrze było całkowicie opustoszałe (wyludnione lokale nie niepokoją tam tak jak u nas, bo wszędzie jest pusto) i zalatywało wysmażonym olejem. Stylizacja na modłę dawnego baru Smak w warszawskich Domach Centrum nie obiecywała zbyt wiele. Ale my byliśmy desperacko głodni i widoki były nam obojętne. Niestety, nie znalazłam w sieci żadnego śladu zacnego historycznego Smaka (Smaku?), żeby tym, którzy nie pamiętają, pokazać o co chodzi. Był to zjawiskowy lokal, podzielony na „kameralne segmenty” kanapami obitymi czerwonym skajem. Jego wystrój w latach przedszkolnych wydawał mi się magiczny, ale gdzieś pod koniec podstawówki zorientowałam się, że to raczej czarna magia – w tamtych czasach nastrojowo oświetlone „przedziały konsumenckie” okupowali sutenerzy i cinkciarze, słusznie uznając Smak za idealne miejsce do rozwijania biznesu. Pusta pizzeria w Islandii miała wprawdzie inny klimat, ale aranżacja wnętrza wypływała z tego samego nurtu. Gdyby nie lampy. Zwykłe biało-czarne klosze, które ktoś powiesił, żeby zmienić ten wagon kolejowy w coś bardziej apetycznego.
Gallery Pizza w Hvolsvöllur; proste lampy zmieniają wagon Warsa w coś jadalnego A potem już zaczęłam się rozglądać i zobaczyłam, że na Islandii kochają lampy. I potrafią je wykorzystać! Wiedzą, jak wiele może zmienić jeden głupi abażur i właściwie ukierunkowany snop światła; umieją nimi urządzić całe wnętrze. Czasem służą temu zjawiskowe modele lamp ręcznej roboty, a czasami – te najprostsze (i najtańsze), za to użyte z głową. Jak w banalnej jadalni jednego ze stołecznych hoteli, oświetlonej stadem różnokształtnych papierowych abażurów z IKEI – pomysł fenomen, który z miejsca (i za półdarmo) „ustawił” aranżację. Stado było wielofunkcyjne: ładnie świeciło, a przy tym skutecznie odwracało uwagę od dość tandetnego drobnomieszczańskiego umeblowania. Lampa może naprawdę wiele. Aż dziw, że wpadli na to mieszkańcy kraju, w którym widok spacerowiczów w okularach słonecznych na kwadrans przed północą nikogo nie dziwi. Przestałam się nad tym zastanawiać, kiedy uprzytomniłam sobie, że zimą dzień trwa w Reykjaviku niecałe 4 godziny. Nic dziwnego, że wyczekując słońca w porośniętych trawą chatkach, Islandczycy puszczają wodze fantazji i projektują najdziwniejsze iluminacje. Wokół przecież tyle materiału: bazalt, pumeks, ryby…
Od lewej: lampki nocne zaprojektowane przez Katrin Sigurdardottir (córę Sigurdura Zresztą tam całą energetykę traktuje się poważnie i z artyzmem. Zobaczcie co znalazłam, wbijając w google`a hasło „Iceland light”. Projektanci z amerykańskiej pracowni Choi+Shine Architects w odpowiedzi na zlecenie spółki publicznej Landsnet, zajmującej się w Islandii przesyłem energii, zaproponowali coś absolutnie unikalnego: wizję zakładu energetycznego o ludzkiej twarzy!
Koncepcja stalowych słupów wysokiego napięcia dla wschodniej części wyspy. Lekkie ruchome pylony mogą dostosowywać się do warunków pogodowych (np. do siły wiatru), przyjmując odpowiednie pozy. Podobno umieją wykonać każdy gest
Dodaj na:
|
|
Kategoria artykułu:
blAga - blog Agnieszki Rezler
|







): kontury miejskiej zabudowy sfotografowane pod światło, a następnie wycięte w brzozowym fornirze i naklejone na pergamin. Pośrodku – lampy z bazaltu, wymyślone przez Szwedkę Mię Göransson jako odpowiedź na pamiętną erupcję islandzkiego wulkanu Eyjafjallajokull (tak też nazwane). Po prawej świecące ryby – pomysł Fanney Antonsdóttir i Dogg Gudmundsdottir. Materiał, zaczerpnięty wprost z oceanu, wysuszono tradycyjną metodą na świeżym powietrzu. Mam nadzieję, że treść wewnętrzna została zjedzona 











Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.