Jesteś na: Home agnieszka rezler XXI - In and out
XXI - In and out
blAga - blog Agnieszki Rezler
środa, 16 listopada 2011   |  Wpisany przez Agnieszka Rezler

Idą Święta, czyż nie? Czuję je w kościach i słyszę w radiu. „Magiczne Chwile” powoli wpełzają na autobusowe wiaty, wysuwają czubek czerwonego rudolfowego nosa spoza wystawowych szyb. Nieśmiało, bo przecież jeszcze listopad; przed momentem z tych samych witryn uwodziły nas znicze w sześciopakach. Ale co tam, idzie czas się poweselić! Co roku obiecuję sobie, że prezenty wybiorę w lipcu, żeby ominąć grudniową zadymę i uniknąć panicznych myśli: co kupić i czy kurier dojedzie?!! Co roku mi się nie udaje. Pewnie dlatego, że nawet teraz, w listopadzie, trudno mi się wprowadzić w gwiazdkowy nastrój, i to mimo życzliwej pomocy mediów. Dlatego pomysły na prezenty leżą wciąż na pawlaczu. Zaczęłam za to odczuwać na plecach inny rodzaj oddechu uroczystej celebry. Coś bym zmieniła w domu. Nie to, żeby od razu kupować tapetę w srebrne gwiazdki czy wieszać na ścianie renifery za kopytka. Ale tęsknię za jakąś odnową, czymś trwalszym, co odmieni dom i zostanie z nami na dłużej. I obawiam się, że nie wystarczy oddać zasłony do prania.

Przy tej okazji zamyśliłam się nad losem mojej ulubionej marki wnętrzarskiej, angielskiego Habitatu. Wiele lat czekaliśmy na niego ze staropolską gościnnością, zazdroszcząc Hiszpanom, Francuzom, a nawet Niemcom (że o Brytyjczykach nie wspomnę). Habitat miał w sobie to, co bardzo mi się podoba: przy sporej różnorodności oferty meblowej i „dodatkowej” miał jakiś styl. Nie odstraszał, jak salony niektórych bogatych marek, pustymi przestrzeniami wielkości lodowiska, gdzie biedny klient staje przed kategorycznym wyborem: albo kanapa za 38 tysięcy, albo nic. Było w nim słodkie targowisko: sterty drobiazgów, stosy akcesoriów, pudła z różnymi ślicznymi pierdółkami. A przy tym nie popadał w nadmierny eklektyzm, jak IKEA, która po latach promowania dobrego szwedzkiego wzornictwa uznała, że chce mieć dla każdego coś miłego.

21a

21b

21c

Trochę dobrych wspomnień z Habitatu. Na pewno można zamówić przez internet. Szkoda Cry

Niestety, polska kariera Habitatu (u nas sprzedającego pod marką Hoft) była krótka i nieefektowna. Najpierw otworzył się w warszawskiej Domotece, która z powodu lokalizacji w polu kapusty i cen za wynajem, jakby to były paryskie Pola Marsowe, skazuje swoich podnajemców na handlowy niebyt, a rozochoconych klientów na szukanie sklepów między wolnymi pustostanami. Ledwo zdążyliśmy być tam ze dwa razy. Przy tej okazji kupiliśmy ładne kubki do cappuccino (którego nie pijemy) i nie znaleźliśmy naszego ulubionego stołu. Zauważyliśmy za to, że jest po polsku i jak zwykle: mały wybór i o 40 procent drożej niż w Londynie. Cóż, będą wyprzedaże…

Pechowo nie udało się z nich skorzystać. Habitat/Hoft rzeczywiście dość szybko się wyprzedał bo… się zwinął. Tak szybko, że przegapiliśmy swój moment. Kolejna inkarnacja objawiła się w Blue City, po przekątnej, na drugim końcu miasta. Tam mamy daleko, a w dodatku jest głośno i brzydko. Ale handlowo lepiej, więc zatliła się w nas nadzieja, że firma się rozwinie i za jakiś czas dostaniemy jej wyroby w naszej wsi na rogu. Nic takiego się nie wydarzyło. Przeciwnie, Habitat wykonał rzadko spotykaną woltę marketingową: zamknął się, zanim się na dobre otworzył! A przynajmniej pozostawił takie wrażenie.

Zastanawiałam się, jak to możliwe: mocna europejska marka, 40 lat doświadczeń i takie gapy! Czyżby tak bardzo pomylili się w prognozach? Bo trudno przecież zakładać, że po prostu lubią ot tak sobie wchodzić i wychodzić z rynku. A może? Tropy myśli brytyjskiej są niezbadane. Pewnie robili jakieś sondaże, a nam, spryciarzom jak jeden, od Bałtyku aż po Tatry, udało się ich, mądrali wykołować. Opowiadaliśmy ankieterom, że kochamy nowoczesne wzornictwo, a na dźwięk słowa „design” wędrują nam po plecach mrówki pożądania. Że cenimy prostotę, dobry smak i takie tam. A potem, jak już przywieźli te swoje szafy i komody, jak zagnieździli się w naszych najdroższych centrach handlowych, my poszliśmy na zakupy do salonu Witex, gdzie jak zapłacisz, to przynajmniej wiesz, że będzie się błyszczało. I mamy drugie Wembley, pogoniliśmy Anglików!

Dlaczego ładne i proste rzeczy sprzedają się w Holandii, Hiszpanii i Czechach, ale nie u nas? Nie znam odpowiedzi; pewnie nie jest wesoła. Na pociechę znalazłam też w sieci inną teorię: że nie wyeliminowały nas nędzne wyniki sprzedaży, tylko globalna strategia firmy, zgodnie z którą Habitat wycofuje się z całej Europy środkowo-wschodniej. No, to nas rozgrzesza! Nie jesteśmy gorsi od Grecji i Mołdawii. Zawsze wiedziałam.

21d

Na koniec przedświąteczny upominek od Habitatu. Bez czerwono-zielonej gwiazdkowej zupy i bez reniferów Smile

tekst21

 

Dodaj na:
Kategoria artykułu: blAga - blog Agnieszki Rezler
 

Komentarze  

 
Ogółem  0
#2 Dodany przez: kalina11 2011-11-20 12:02
Pytanie czy Polacy zakochani w Ikei, uwielbiający niedzielne spacery w tym sklepie, zechcieliby podzielić swój czas i sympatię pomiędzy szwedzki koncern a Habitat?
Cytuj
 
 
Ogółem  0
#1 Dodany przez: NGC224 2011-11-17 14:37
Kampania marketingowa promująca otwarcie tych sklepów była tak głośna, że prawie nikt o niej nie słyszał. Wzornictwo ładne, ale specjaliści od marketingu i promocji raczej słabi.
Cytuj
 

Dodaj komentarz

*

*

*

*

Nasze ulubione krzesła

Nasze ulubione lampy

Nasze ulubione sofy

Nasze ulubione dywany