| XXIII - Prezentacja |
| blAga - blog Agnieszki Rezler |
| sobota, 17 grudnia 2011 | Wpisany przez Agnieszka Rezler |
Z okazji Gwiazdki zapraszam Was do PKP (Prezentowego Kącika Porad). Znajdziecie tu mnóstwo niepraktycznych, nielogicznych i nikomu z Was niepotrzebnych sugestii . Swoją drogą nie mogłam wymyślić nic głupszego, zważywszy że co roku wobec problemu prezentów robię się bezradna jak dziecko. Ale ponieważ nie mogłam też wymyślić nic mądrzejszego (liczę zresztą na inspirującą interakcję ) – więc do roboty!
Kiedy dzieci są małe, a rodzina na dorobku, jest jeszcze w miarę łatwo. Tłumaczy się po prostu, że „widać Mikołaj chciał, żebyś czytała książeczki kochanie”, a efekt wow załatwia jeden kolorowy prezent, który nie mieści się pod choinką: dmuchana krowa, miś uszyty przez babcię z dwóch kożuchów dziadka i wypchany trzecim, w ostateczności trzy zabawne balony z promocji w centrum handlowym. Męża ucieszy kanister oleju Lotos, a żonę zestaw kosmetyków (z tego samego hipermarketu) typu: masło do ciała, śmietanka do twarzy + mascara gratis. Stopień trudności jest i tak wystarczający dla homo familiaris na przedświątecznym bezdechu. Przy zakupie prezentu dla niego trzeba się wykazać elementarną wiedzą z zakresu lepkości środków smarnych, a w zestawie kosmetycznym dla niej nie powinno się znaleźć zbyt wiele sugestywnych środków czystości. Ale co robić, kiedy wystarcza nam już na zaspokojenie podstawowych potrzeb socjalnych, a dzieci podrosły?? Nasza córka właśnie pożegnała baśń o Mikołaju pokrzykującym z gwiezdnych sań „Ho, ho, ho!”. Upadek baśni to zawsze przykra sprawa. Nieutulony płacz ciągnął się godzinami, przerwany tylko raz - na chwilę - przytomnym oświadczeniem: jak tak, to ja chcę konia, stajnię, jeźdźca i zestaw do jazdy westernowej!!! W każdym razie teraz dziecko już wie, że na prawdziwe latające skrzydła i niebieskie migdały nie ma co liczyć. Skończy się jak zawsze: kompromisem między marzeniami, rodzicielską troską a portfelem. No dobrze, i co dalej? Na oko sprawę rozwiąże zgrabna definicja. Problem w tym, że mam taką na własny użytek, ale w niczym mi nie pomaga. Jest zbyt pojemna. Bo czemu ma służyć obdarowywanie się prezentami? Według mnie po prostu radości. A czy wywoła ją boleśnie praktyczny czyścik do garniturów, czy romantyczny do potęgi karnet na Wieczór Czekoladowy dla Dwojga – wszystko mi jedno. Ważne, żeby kogoś ucieszył. No właśnie. Co do dzieci, można naradzić się z mężem. Co do męża… Po wykluczeniu kilku żelaznych typów, między innymi bezkonkurencyjnego talonu na zakupy w MediaMarkt i półgodzinnej jazdy czołgiem T-55 z osobą towarzyszącą (580 KM, zalecany zakup stoperów do uszu, cena 995 zł), została mi nadal nieskończona liczba możliwości. Mogłabym sprytnie kupić książkę, którą bardzo chcę przeczytać sama, ale robiłam to już zbyt wiele razy. A może mój ukochany marzy o tosterze wypalającym chrupkie Lordy Vadery? Albo o zabawnym pendrivie...
Na pewno, tylko jeszcze o tym nie wie. Śliskie może się też okazać kierowanie własnym gustem. Ja na przykład mam zmienne upodobania. Kilka lat temu oddałabym wszystko za film „Kucharz, złodziej… itd.”, który był nie do zdobycia na półkuli wschodniej (dostałam!!!). Ale rok później chyba marzyłam o perfumach. A w tym roku, kiedy po sajgonie remontów i urządzania domu za pomocą środków trwałych opanowała mnie pasja aranżacyjna, najchętniej dostałabym mebel lub chociaż domowy gadżet. Proszę!!! Wiem, że sanie Mikołaja to najwyżej kategoria SUV. Ale może zmieści się na nich łóżko-książka Yusuke Suzukiego (Snoop), oczywiście zamknięta… Do kompletu chciałabym coś do poczytania przed snem, na przykład pościel
Jeśli nie, Mikołaju, to chciałabym choć lampkę. Może być Gecko od Eangee Home Designs, łażący po ścianie. Albo rozlewający światło jak wodę kran Scededo Maxime Chanet. Ostatecznie umęczony Martyr z The Play Coalition. Moim prawdziwym faworytem jest jednak UFO porywające krowę – nocna lampka The Abduction zwariowanego Lasse Kleina. Co może się przyśnić przy takiej iluminacji?
Może prezent doskonały… Jedna jedyna rzecz, w genialny sposób odpowiadająca na potrzeby (i marzenia) całej rodziny! Właśnie taka, jak ta na zdjęciu niżej. Bo ja nie pogardziłabym nowym stołem, a mąż ma gdzieś schowany patent sternika
Dodaj na:
|
|
Kategoria artykułu:
blAga - blog Agnieszki Rezler
|





. Swoją drogą nie mogłam wymyślić nic głupszego, zważywszy że co roku wobec problemu prezentów robię się bezradna jak dziecko. Ale ponieważ nie mogłam też wymyślić nic mądrzejszego (liczę zresztą na inspirującą interakcję 














Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.